O książkach

Mam w katalogu Książki mnóstwo książek. Naprawdę mnóstwo. Pewnie nigdy w życiu nie udałoby mi się ich wszystkich przeczytać, tak na pierwszy rzut oka. Ale kiedy zaczynam je przeglądać i widzę jak wiele z nich już przeczytałem, o jak wielu słyszałem i planowałem je przeczytać, zaczynam myśleć: a może jednak. Pomimo tego (nigdy nie pamiętam jak prawidłowo użyć tego zwrotu: mimo to, czy mimo tego, czy w inny jeszcze sposób), że jest ich tam co najmniej pięć tysięcy, zastanawiam się i liczę. Gdybym czytał jedną na tydzień zajęłoby mi to niecałe sto lat, gdybym przyspieszył do jednej dziennie – zaledwie czternaście lat.

Niektórych książek nie mam zamiaru czytać. Widzę tam mnóstwo powieści science – fiction, sporo książek tak słabych, że można to poznać już po pierwszym akapicie. Nigdy nie oceniam książki po pierwszym zdaniu, to może być mylące, to może być celowy zabieg autora, ale rezerwuję sobie możliwość oceny po pierwszym akapicie, bo wtedy już można powiedzieć – to się nie nadaje do czytania, być może autor świetnie się bawił pisząc te zdania, ale ja czytając je już się zmęczyłem tą zabawą. Z drugiej strony są takie książki które swoją ponadprzeciętną wartość pokazują po kilku słowach, przykładem może być „Mistrz i Małgorzata”, już po pięciu wyrazach wiedziałem że trafiłem na genialną książkę. Wtedy to wrażenie potęgował fakt, że podszedłem do niej z bardzo złym nastawieniem, spodziewałem się najgorszego, a dostałem najlepsze. Ile razy w życiu tak się zdarza? Częściej niż się do tego przyznajemy.

Są w moim katalogu książki, o których nigdy wcześniej nie słyszałem, autorzy zupełnie nieznani, a wypadający pozytywnie po teście pierwszego akapitu. Trochę przeraża mnie to bogactwo; niewiele miejsca na dysku skłania mnie do przejrzenia wszystkich pozycji i wyszukania takich, które nadają się do skasowania. Nie potrafię jednak tego zrobić, nie umiem kasować książek, bo w wyobraźni widzę jak wrzucam je do ogniska. Czuję się wtedy gorzej niż faszysta. (Z tym zastrzeżeniem, że pewnie wielu faszystów nie czuło się źle w swojej roli; precyzyjniej byłoby napisać, że czuję się tak jakby ktoś uważał mnie za faszystę). Czy jednak nie byłoby to coś uzdrawiającego (zawsze chciałem użyć tego zwrotu), posiadanie tylko dobrych książek? Boję się jednak złych ocen, moich złych ocen. Boję się że wyrzucę coś, co może się kiedyś przydać, bo zawsze tak robię i żałuję poniewczasie.

Zdarzają mi się też takie chwile, kiedy jestem odważny, kiedy sprzątam bez opamiętania, kiedy wyrzucam najdroższe pamiątki i latami zbierane skarby rozdaję na prawo i lewo. Nie znam częstotliwości tych chwil, ale nie zdarzają się co tydzień. W takich momentach nigdy nie wyrzuciłem żadnej książki, zapiski – owszem, stare czasopisma – tak, ale nigdy książkę. Może czas na pierwszy raz.
PS. Może z tej notki trudno to wyczytać, ale opanowała mnie chęć (z tych chęci, którym łatwo ulec, bo nie są chęciami wyjazdu na Karaiby, czy zjedzenia dziesięciu BigMaców w dziesięć minut), do pisania bloga o czytanych przeze mnie blogach.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s