Adeste Fideles

22 grudnia już tylko się czeka. Jeśli dom jest posprzątany, światełkami obwieszony, wszystkie potrawy zaplanowane i składniki zakupione, a niektóre już stoją w chłodzie gotowe do podania; jeśli prezenty są zapakowane, a do każdego przyczepiona mała karteczka z imieniem lub to imię wypisane grubym flamastrem na papierze; jeśli choinka i ozdoby już stoją pod ręką; ba, jeśli nawet byliśmy kilka razy na roratach, wysłuchaliśmy rekolekcji adwentowych i złożyliśmy spory datek dla potrzebujących, to pozostaje tylko czekać. Czekanie doprowadzone do perfekcyjnej ostateczności jest tym o co chodzi w tych dniach.
Prawdę mówiąc jeśli nie zrobiliśmy czegoś z listy, którą podałem na początku (a mam świadomość, że jest to lista niepełna, bo na pewno zrobiliśmy o wiele więcej), to być może niczego nie straciliśmy. Niektórzy nawet twierdzą, ze bez tych rzeczy nie stracilibyśmy ani grama prawdziwych Świąt Bożego Narodzenia (oczywiście nie zgadzam się z nimi – skoro możemy kupić komuś prezent, to zróbmy to, jeśli mamy czas na przyrządzenie świątecznych potraw – to czemu nie!).
Najważniejsze jest czekanie i najtrudniejsze. Niewiele osób umie czekać siedząc zwyczajnie w fotelu albo przy stole i tylko czekać, bez paplaniny albo TV, czy innych wypełniaczy ciszy. Potem jest nieco łatwiej, bo radość z narodzin Dziecka nie jest trudno przeżywać; choć nieco lepiej mają bezdomni i biedni, bo to wśród nich rodzi się Pan, a my – bogacze z komórką i internetem, dachem nad głową, którzy narzekają na rosnące ceny paliw i którym prawie starcza do kolejnej wypłaty – musimy budować sztuczne szopki i stajenki i jeść postne potrawy, żeby mieć choć namiastkę tej biedy.
To nie są łatwe święta, najpierw cierpliwe oczekiwanie, potem bezdomne Dziecko urodzone wśród najuboższych (nie pasujemy tam pachnący, umyci i pod krawatami), a kiedy już można się cieszyć z narodzin, to wypadałoby robić to trochę ciszej, bo Mały śpi, a Matka jest zmęczona. Stoimy sobie z boku i nie wiemy czy wypada nam wierzyć, że to Dziecko uratuje świat przed nami samymi?

PS O Bożym Narodzeniu można pisać całe tomy, można pisać ckliwie, poważnie, na podstawie źródeł, o zwyczajach, o nowoczesnym przeżywaniu Świąt, o literaturze im poświęconej, o mitycznym pochodzeniu, o źródłach dla ewangelistów, o Maryi, o Palestynie tamtych czasów, o symbolice kolorów, o choince, jeszcze raz o zwyczajach. Lubię czytać takie teksty (i te lepsze i te gorsze, bo przez te najgorsze widać uczucie ubrane nieudolnie w słowa i to też jest zgrzytliwie miłe) bo Boże Narodzenie jest mi bliskie z wielu powodów, a lubię znajdywać coraz to nowe.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s