Somebody to love

Bajkowy, zaśnieżony las, gałęzie przemalowane z szarości i brązów jesieni na biel grudniową, świeżą i czystą, błyszczącą w promieniach południowego słońca. Wśród drzew pochylonych pod ciężarem śniegu nietknięta ścieżka i absolutna cisza, jak gdyby wszystko przystanęło aby podziwiać i uszanować piękno przyrody. Prawdopodobnie taki obrazek widziałem kilka godzin temu, a właściwiej byłoby powiedzieć, że taki obrazek powinienem widzieć kilka godzin temu. Wskazują na to następujące poszlaki: przemoczone buty, zmęczone nogi, ubłocone spodnie, kurtka rzucona w kąt, pusty termos po herbacie. Przyznaję się, całkiem możliwe, że spacerowałem po lesie, może nawet strącałem ręką śnieg z białych gałęzi i próbowałem czy uda się z niego ulepić kulkę. Ale czy to pamięć mnie zawodzi? Bo widziałem coś innego, o wiele piękniejszego – duże brązowe oczy patrzące ponad i przez okulary w delikatnej oprawce, pojedyncze kosmyki włosów uciekające spod zielonej (wełnianej?) czapki; i nie pamiętam chłodu śniegu, ale czuję do tej pory delikatne ciepło dłoni, którą trzymałem w mojej przez kilka chwil; i nie wsłuchiwałem się w żadną ciszę, bo towarzyszył mi głos i śmiech, które echem nadal brzmią w moich uszach.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s