Dom z witrażem

Żanna Słoniowska wie o czym pisze. Pisze o mieście sobie bliskim i bliskim także na pewno części Polaków. Nie dlatego, żeby wielu zostało pamiętających czasy polskiego Lwowa, ale dlatego, że sentyment za Kresami wciąż jest bardzo żywy i pamięć o nich jest przekazywana kolejnym pokoleniom. Młodzi ludzie nie planują zapewne odzyskiwania tego miasta dla Polski, ale chcą znaleźć jego ducha jadąc na Ukrainę. Znaleźć ducha wieloetnicznego miejsca na skraju Europy, które jednocześnie mogło być uważane za w pełni europejskie miasto mimo oddalenia od Paryża czy Rzymu.
Kiedy zamknąłem książkę po przeczytaniu ostatniej strony czułem się trochę oszukany. Trochę, bo obiecano mi coś czego autorce nie udało się zrealizować. Czy to chęć zachowania niewielkiej objętości tekstu, czy takie założenie stylistyczne, tego nie wiem, ale wiem, że książka powinna być co najmniej dwa razy dłuższa. Powieść pozostawia niedosyt jeśli chodzi o opis miasta i społeczności Lwowa, tak jak pozostawia niedosyt jeśli chodzi o same główne bohaterki. Przedstawicielki czterech pokoleń, bynajmniej nie jednego narodu, mieszkające pod jednym dachem w kamienicy z witrażem. Połączone dziwnymi więzami z miastem, z historią i z własnym przeznaczeniem. Jedne spełnione, inne nie, wszystkie pełne żalu i smutku, każda żyjąca w epoce, w której coś jest nie takie jakie być powinno. Nie wiadomo właściwie kiedy miasto było takie jak być powinno, Mikołaj stwierdza: „W tamtych czasach miasto było szare, zaniedbane, ale pozostało sobą”, mówiąc o czasach komunizmu. Z powieści wyłania się obraz miasta, które nigdy nie było i nie będzie sobą, miasta którego ducha autorce nie udało się uchwycić w zdecydowany sposób. Być może duch Lwowa umarł, być może się jeszcze nie narodził, albo wyjechał z tymi, którzy musieli opuścić to miasto. Istnieje też możliwość że Żanna Słoniowska pisała z głębi serca, ale pisała na tyle osobiście, że przefiltrowane literacko wspomnienia brzmią nie do końca szczerze i nie wiedziałem gdzie mieści się ten prawdziwy Lwów.
Nie umniejsza to przyjemności z czytania, choć chciałoby się głębiej zanurzyć w miasto, jeszcze głębiej niż Mikołaj może nas poprowadzić podczas nocnych spacerów. Taki jaki czytamy w książce obraz Lwowa daje pewien posmak i rozbudza apetyt na więcej.
Kompozycję powieści, która moim zdaniem jest niedomknięta w sposób nieprzyjemny dla czytelnika, dodatkowo burzy ostatni rozdział, który autorka dopisała po wydarzeniach na Majdanie. Nie potrafię go powiązać z opowiadaną historią i wydaje się napisany na siłę.
Jeśli chcecie rozpocząć przygodę z pięknym Lwowem – sięgnijcie po tę książkę. Nie oczekujcie mistrzowskiej prozy, ale dajcie się prowadzić ulicami tego miasta.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s